sobota, 9 lipca 2016

panaceum

„W poradniku, napisanym przystępnym językiem, profesor Hartenbach rozprawia się z najpoważniejszymi błędami, oraz dokładnie objaśnia niebagatelne znaczenie cholesterolu oraz jego korzystny wpływ na ludzki organizm. Udowadnia, dlaczego powszechnie występujące schorzenia, których najbardziej się obawiamy, takie jak miażdżyca czy zawał serca nie mają nic wspólnego z podwyższonym cholesterolem, i udziela rad, jak się przed nimi bronić. / lekarz powinien wypróbować wszystkie preparaty (ekwiwalentne) na pacjencie, zanim zdecyduje, przy którym pozostać.
Jednocześnie zakładasz, że doświadczenie lekarza na wielu pacjentach z różnymi lekami nie stanowi racjonalnego wyjaśnienia, dlaczego z tego względu wybrał jeden z nich.
b/ „nie zamieniać” pisane jest ze względu na producenta, a nie wybór klinicznie uzasadniony (czym – patrz wyżej).
Jest tych błędnych (ukrytych w logice Twego wywodu) założeń więcej, ale, by poprzestać na tych dwóch, oba mają pozamerytoryczne (czyli psychologiczne, a nie oparte na wiedzy) źródła.
Po pierwsze, implikują, że lekarz nie może dokonywać (takiego czy innego) wyboru a priori ze względu na wiedzę naukową i doświadczenie. A te właśnie dowodzą, że nie istnieje (w klinice) coś takiego, co jest równoważnym zamiennikiem terapii w każdym przypadku każdego pacjenta. Gdyby tak było, na świecie byłby jeden lek o nazwie panaceum.
Takie założenie natomiast (że wszystko jest jedno i to samo, byle najtańsze) jest jedynie w interesie płatnika, czyli tego, kto mając monopol dzieli cudze pieniądze za leczenie, nie biorąc za to żadnej odpowiedzialności i poza wszelką kontrolą.
My sami natomiast, konsumenci, mając nieskrępowany wybór, rzadko wybieramy opcje najtańsze z reguły, o czym świadczą naprawdę dogłębne badania naszych zdrowotnych zachowań konsumenckich.
Po drugie, i najważniejsze – omawiany problem i zamęt społeczny, umiejętnie podsycany przez interesariuszy, powiedzmy – fiskalnych, wykorzystuje i pogłębia autentyczny mega-kryzys zaufania społecznego do zawodu i praktyk lekarzy, z jakimi mamy do czynienia.
Ten kryzys to fakt i niestety, lekarze niewiele robią, aby tendencję odwrócić a standardy przywrócić.
Koncepcja jednak, że każdy wypisany przez lekarza lek pacjent, aptekarz czy urzędnik, powinni weryfikować antykorupcyjnie, księgowo czy politycznie (np. antykoncepcja i klauzula sumienia aptekarzy) to niestety tylko i wyłącznie drastyczny objaw tego kryzysu zaufania.
Autorowi najbardziej zależy na tym, by uwolnić potencjalnych pacjentów od psychozy strachu wywołanej przez zdeklarowanych „przeciwników cholesterolu”. Pragnie on zaoszczędzić im niepotrzebnych obaw i niepokoju oraz uchronić ich przed poważnymi problemami zdrowotnymi, m.in. większą zapadalność na raka, a nawet przed śmiercią.”

panaceum

„W poradniku, napisanym przystępnym językiem, profesor Hartenbach rozprawia się z najpoważniejszymi błędami, oraz dokładnie objaśnia niebagatelne znaczenie cholesterolu oraz jego korzystny wpływ na ludzki organizm. Udowadnia, dlaczego powszechnie występujące schorzenia, których najbardziej się obawiamy, takie jak miażdżyca czy zawał serca nie mają nic wspólnego z podwyższonym cholesterolem, i udziela rad, jak się przed nimi bronić. / lekarz powinien wypróbować wszystkie preparaty (ekwiwalentne) na pacjencie, zanim zdecyduje, przy którym pozostać.
Jednocześnie zakładasz, że doświadczenie lekarza na wielu pacjentach z różnymi lekami nie stanowi racjonalnego wyjaśnienia, dlaczego z tego względu wybrał jeden z nich.
b/ „nie zamieniać” pisane jest ze względu na producenta, a nie wybór klinicznie uzasadniony (czym – patrz wyżej).
Jest tych błędnych (ukrytych w logice Twego wywodu) założeń więcej, ale, by poprzestać na tych dwóch, oba mają pozamerytoryczne (czyli psychologiczne, a nie oparte na wiedzy) źródła.
Po pierwsze, implikują, że lekarz nie może dokonywać (takiego czy innego) wyboru a priori ze względu na wiedzę naukową i doświadczenie. A te właśnie dowodzą, że nie istnieje (w klinice) coś takiego, co jest równoważnym zamiennikiem terapii w każdym przypadku każdego pacjenta. Gdyby tak było, na świecie byłby jeden lek o nazwie panaceum.
Takie założenie natomiast (że wszystko jest jedno i to samo, byle najtańsze) jest jedynie w interesie płatnika, czyli tego, kto mając monopol dzieli cudze pieniądze za leczenie, nie biorąc za to żadnej odpowiedzialności i poza wszelką kontrolą.
My sami natomiast, konsumenci, mając nieskrępowany wybór, rzadko wybieramy opcje najtańsze z reguły, o czym świadczą naprawdę dogłębne badania naszych zdrowotnych zachowań konsumenckich.
Po drugie, i najważniejsze – omawiany problem i zamęt społeczny, umiejętnie podsycany przez interesariuszy, powiedzmy – fiskalnych, wykorzystuje i pogłębia autentyczny mega-kryzys zaufania społecznego do zawodu i praktyk lekarzy, z jakimi mamy do czynienia.
Ten kryzys to fakt i niestety, lekarze niewiele robią, aby tendencję odwrócić a standardy przywrócić.
Koncepcja jednak, że każdy wypisany przez lekarza lek pacjent, aptekarz czy urzędnik, powinni weryfikować antykorupcyjnie, księgowo czy politycznie (np. antykoncepcja i klauzula sumienia aptekarzy) to niestety tylko i wyłącznie drastyczny objaw tego kryzysu zaufania.
Autorowi najbardziej zależy na tym, by uwolnić potencjalnych pacjentów od psychozy strachu wywołanej przez zdeklarowanych „przeciwników cholesterolu”. Pragnie on zaoszczędzić im niepotrzebnych obaw i niepokoju oraz uchronić ich przed poważnymi problemami zdrowotnymi, m.in. większą zapadalność na raka, a nawet przed śmiercią.”

panaceum

„W poradniku, napisanym przystępnym językiem, profesor Hartenbach rozprawia się z najpoważniejszymi błędami, oraz dokładnie objaśnia niebagatelne znaczenie cholesterolu oraz jego korzystny wpływ na ludzki organizm. Udowadnia, dlaczego powszechnie występujące schorzenia, których najbardziej się obawiamy, takie jak miażdżyca czy zawał serca nie mają nic wspólnego z podwyższonym cholesterolem, i udziela rad, jak się przed nimi bronić. / lekarz powinien wypróbować wszystkie preparaty (ekwiwalentne) na pacjencie, zanim zdecyduje, przy którym pozostać.
Jednocześnie zakładasz, że doświadczenie lekarza na wielu pacjentach z różnymi lekami nie stanowi racjonalnego wyjaśnienia, dlaczego z tego względu wybrał jeden z nich.
b/ „nie zamieniać” pisane jest ze względu na producenta, a nie wybór klinicznie uzasadniony (czym – patrz wyżej).
Jest tych błędnych (ukrytych w logice Twego wywodu) założeń więcej, ale, by poprzestać na tych dwóch, oba mają pozamerytoryczne (czyli psychologiczne, a nie oparte na wiedzy) źródła.
Po pierwsze, implikują, że lekarz nie może dokonywać (takiego czy innego) wyboru a priori ze względu na wiedzę naukową i doświadczenie. A te właśnie dowodzą, że nie istnieje (w klinice) coś takiego, co jest równoważnym zamiennikiem terapii w każdym przypadku każdego pacjenta. Gdyby tak było, na świecie byłby jeden lek o nazwie panaceum.
Takie założenie natomiast (że wszystko jest jedno i to samo, byle najtańsze) jest jedynie w interesie płatnika, czyli tego, kto mając monopol dzieli cudze pieniądze za leczenie, nie biorąc za to żadnej odpowiedzialności i poza wszelką kontrolą.
My sami natomiast, konsumenci, mając nieskrępowany wybór, rzadko wybieramy opcje najtańsze z reguły, o czym świadczą naprawdę dogłębne badania naszych zdrowotnych zachowań konsumenckich.
Po drugie, i najważniejsze – omawiany problem i zamęt społeczny, umiejętnie podsycany przez interesariuszy, powiedzmy – fiskalnych, wykorzystuje i pogłębia autentyczny mega-kryzys zaufania społecznego do zawodu i praktyk lekarzy, z jakimi mamy do czynienia.
Ten kryzys to fakt i niestety, lekarze niewiele robią, aby tendencję odwrócić a standardy przywrócić.
Koncepcja jednak, że każdy wypisany przez lekarza lek pacjent, aptekarz czy urzędnik, powinni weryfikować antykorupcyjnie, księgowo czy politycznie (np. antykoncepcja i klauzula sumienia aptekarzy) to niestety tylko i wyłącznie drastyczny objaw tego kryzysu zaufania.
Autorowi najbardziej zależy na tym, by uwolnić potencjalnych pacjentów od psychozy strachu wywołanej przez zdeklarowanych „przeciwników cholesterolu”. Pragnie on zaoszczędzić im niepotrzebnych obaw i niepokoju oraz uchronić ich przed poważnymi problemami zdrowotnymi, m.in. większą zapadalność na raka, a nawet przed śmiercią.”

jak zdecydować

Dyskusja wielkich autorytetów prawa nie zostało potwierdzone w życiu. (skrót: żyje dziki pies wywieziony poza miasto, chłopi przynoszą wodę, kwity za wywóz ewidentne, śmieci, protokoły i itd., a to prawnik jest). Media kreują, jest mi trochę nieswojo, że DP musi pisać.
Bój jest to ostatni albo ubój zwierząt bez GMO.  W jednej, poruszanej już na sąsiednim blogu kwestii, ale budzącej bezsensowne zamieszanie.Absolutnie tak. I wierzę, że mało kto myśli inaczej, ponieważ zwyczajnie nie da się z jajecznicy na nowo zrobić jajek sadzonych (…) Obecność w Polsce jest dla nas kluczowa. Musimy więc nie tylko zdobyć tutaj więcej klientów, ale więcej klientów usatysfakcjonowanych. To oznacza, że musimy naszą uwagę skupić na identyfikacji ich potrzeb ”
Zamienniki leków
– lekarz musi mieć prawo decydować o leczeniu, jeśli ma za to brać odpowiedzialność. Przepisy od zawsze zezwalały na adnotację lekarza co do wykluczenia zamiany jakiegokolwiek, wypisanego leku. Nie ma to nic wspólnego z jakimikolwiek koncernami (skądinąd skąd takie przekonanie niektórych że interes producenta musi być sprzeczny z dobrem konsumenta – z „Kapitału”?).
Natomiast pieczątka z inskrypcją „nie zamieniać” ORAZ nazwą leku, jest bezdyskusyjnie z obowiązującym prawem sprzeczna. Ale o tym lekarze nie musieli wiedzieć, bo to wynika z prawa farmaceutycznego (o promocji), którego nie mają obowiązku znać. To producent naruszył w tej sprawie prawo i powinien ponieść określone w nim konsekwencje.
I tyle, ad meritum apud punctum.
Twoje wpisy ( wielokrotnie powtarzane) w sprawie lekarstw z adnotacją na recepcie wręcz obrzydliwie śmierdzą korupcją na sto kilometrów. Jesteś zakłamanym lekarzem czy reprezentantem handlowym firmy farmaceutycznej posługującej się łapówkami ?
Mam w rodzinie jednych i drugich i nie raz żeśmy sobie przy kielichu szczerze pogadali na ten temat i usłyszałem niejedne szczegóły o „konferencjach naukowych” w pięciogwiazdkowych hotelach, w najpiękniejszych miejscach świata.Kontynując przykład: wg. spisu leków refundowanych, leków działających na obniżenie poziomu cholesterolu zawierających atorvastatynę w dawce 20 mg jest 16 pozycji, których cena waha się (30 % odpłatnosć pacjenta) od 5,01 zł (lek o nazwie STORWAS 20) do 10,92 zł za lek o nazwie XAVITOR 20. Różnica w cenie znacząca (ponad 100%) choć kwota nie rujnująca.
Dlaczego więc lekarz z upodobaniem np. przepisuje lek Xavitor i zabrania go zamieniać podczas gdy ma „do dyspozycji” 15 leków tańszych z tą samą substancją czynną i jej dawką ?
Wiem, leki oprócz substancji czynnej zawierają również różne substancje uzupełniające, zbrylające itp.itd. i te mogą działać niekorzystnie na samopoczucie po zażyciu (tzw. skutki uboczne). Ale, aby się o tym przekonać należałoby chyba sprawdzić czy i jak dany lek na chorego działa i jak chory na dany lek reaguje,
prawda ?
Jeżeli zważy się, że leki mają różnych producentów to przywiązanie lekarza do leków jednego producenta może rodzić przypuszczenie,
że jednak sprawa „z koncernami może mieć coś wspólnego”.
Tropicielom spisków kapitalistycznych i wplątanych w nie krwiożerczych lekarzy, pozostaje leczenie u babki oraz samo-gonem.Czas już skończyć z mitem, że religią Polaków, powiem więcej – najodpowiedniejszą religią dla Polaków jest rzymski katolicyzm. Albowiem odrzuca ona reinkarnację. Jakaś religia Indii, hinduizm, dżinizm, lub bliższa nam kulturowo z basenu morza Śródziemnego po odpowiednich przeróbkach jak ulał pasowałaby na jędrne polskie ciało i rogatą duszę. Wtedy wreszcie pacjent A wyzyskiwany przez koncerny farmaceutyczne i kliki lekarskie mógłby liczyć – w nagrodę za cnotliwe życie – na lepsze następne wcielenie, w którym jako lekarz będzie wyjeżdżał na konferencje naukowe do pięciogwiazdkowych hoteli atrakcyjnie rozlokowanych po cudownym świecie. A za tego żywota … nawet na uśmierzenie bólu przed koszmarem naturalnej śmierci liczyć nie może. A w odpowiedniej religii pocierpiałby w tym życiu i nagrodę otrzymał w którymś z następnych po reinkarnacji.
I memento, jak komuna w sprawę Przemyka i winę za śmierć chłopca wmanipulować w oczach opinii publicznej lekarkę pogotowia usiłowała. Wtedy – bez skutku.

grupa

1) Wpierw grupa prawdziwych patriotów na uroczystościach na cmentarzu obraża rządzących bucząc, pokrzykując, a przedstawiciele obrażających po cichu, pokątnie, aluzyjnie tłumaczą, że tak trzeba, bo to jest prawda, która w oczy kole, prawda wypowiedziana z najszlachetniejszych pobudek, bo patriotycznych, w miejscu dogodnym, z którego rozniesie się na kraj cały. Prawdziwi patrioci wyczekują na reakcję.
2) Jeśli jest odzew i w dodatku ostry (co naturalnym jest), to jesteśmy w domu, dobra nasza.
3) Bracia rodacy, punkt dla nas. Obrażono nas z pobudek niecnych, bo antypatriotycznych i jeszcze się wypiera, udaje kogo innego – lisek przechera weterynarz bielany . Żądamy w imieniu walczących, poległych i całego narodu dokładnych i wyraźnych przeprosin, by nikt więcej nie ośmielił się atakować narodu polskiego, niszczyć naszej tradycji, odbierać nam tożsamości.„Nigdy nie widziałem lwa, tygrysa, krokodyla, czy nawet domowego kota, który najpierw ogłuszałby swoją ofiarę, a potem uśmiercał. Wygląda na to, że cierpienie zwierzyny w chwili zadawania jej śmierci jest integralną częścią życia w naturze, a więc zgodne z naturą.”
Cierpienie wydaje się być nieuchronną konsekwencją życia (nawet gdyby wyeliminować wzajemne zabijanie się zwierząt, wciąż pozostaną inne bolesne skutki interakcji ze światem, jak choćby wypadki losowe, choroby, itd.).
Cywilizacja zachodnia (racjonalna) dąży do ograniczenia cierpienia – przede wszystkim ludzkiego, ale również dotyczy to cierpienia innych zwierząt. Przyjmuje ona ludzki punkt odniesienia i – poprzez empatię – przenosi go na inne cierpiące istoty, próbując ich cierpienia ograniczać. Celem jest poprawa skuteczności oraz szybkości usuwania cierpienia: bezpieczeństwo, prawa i wolność jednostki, sprawność służb ratowniczych i medycznych, rozwijanie metod leczenia, prace nad skuteczną farmakologią – aż po prawo do eutanazji.
Inaczej rzecz wygląda w przypadku osób kierujących się motywacją religijną. Z różnych powodów przyjmują oni, że życie ludzkie – jak okropną torturą by nie było – ma wartość nadrzędną, jako boski dar, którego przyjęcia nie wolno odmówić, ani z niego zrezygnować. Stąd (oraz z dziury w budżecie) biorą się np. cierpienia pacjentów w polskich szpitalach, którym nie podaje się morfiny, gdyż mogliby od tego umrzeć „za wcześnie”. Stąd zażarta walka z badaniami prenatalnymi, które mogą ujawnić drastyczne kalectwo płodu i skłonić do aborcji.
W tej optyce, cierpienie nie jest jakoś specjalnie istotne, tym bardziej mało ważne jest cierpienie innych zwierząt. Liczy się tylko wola Boga, jego plan, nieodgadniony cel jego eksperymentu, którego podmiotem są wyłącznie ludzie! Każdy człowiek, który żyje lub może żyć, powinno żyć i cierpieć ile wlezie oraz wierzyć, iż Bóg kieruje się miłością i jego nieodgadniona wola przeznacza mu wieczną nagrodę w zaświatach (cokolwiek miałoby to oznaczać).
Myśmy nie buczeli, to oburzone i zdesperowane społeczeństwo dało wyraz swojej niechęci do rządu.
A propos „myśmy nie buczeli”.Poczynię dwie obserwacje, obie pozytywne. Polacy są pragmatyczni, po co mają się dwa razy golić i perfumować, dojazd na zbiórkę sobie organizaować, raz – dla uczczenia pamięci patriotycznych Powstańców, drugi raz – dla wyrażenia swojej opinii, wręcz najszczerszych odczuć szerokiego społeczeństwa wobec – jak by to niebanalnie ująć – rządzącej agentury obcych mocarstw.
Jakoś już minęło kilka lat, gdy powstała wśród gorących patriotów tradycja buczenia na cmentarzach i nikt z ich wychowawców, towarzyszy, obrońców i promotorów złego słowa nie powiedział o tej tradycji – kto, gdzie, dlaczego? Coś tam niektórzy bąkają, że to nie my, to nasłani, a może to prowokacja, kto tam ich wie. I na takich bąknięciach temat jest wyczerpywany. Co roku.
Patrząc na to z boku odnoszę nieodparte wrażenie, że warcholstwo w kraju nad Wisłą się odradza żwawo i jest w ogólnej atmosferze słuszności i w majestacie patriotyzmu kultywowane przez środowiska prawdziwych Polaków. Ci prawdziwi patrioci wychodzą z prostego założenia, że jeśli w słusznych celach, to i pobuczeć niemiło trzeba, niech premier się dowie kim jest.

przebudzenie

Pewien malarz uzyskał dotację od Prezydenta M. ST. zlecenie na namalowanie obrazu pod tym tytułem. Malował, kolory dobierał, nad perspektywą się głowił, a Pani Prezydent w ramach poprawy stosunków z Budapesztem zaprosiła na odsłonięcie delegację węgierską. Odsłądniają, ba-bam, a na obrazie tylko kot jest namalowany, kot wycieńczony z pragnienia w warszawskim upale, zdychający wręcz bez uprzedniego ogłuszenia. Bardzo nieprzyjemna scena, delagecja węgierska zaniepokojona, grobowe milczenie, wreszcie pomruki niezadowolenia wręcz zniesmaczenia, Nigdy nie widziałem lwa, tygrysa, krokodyla, czy nawet domowego kota, który najpierw ogłuszałby swoją ofiarę, a potem uśmiercał. Wygląda na to, że cierpienie zwierzyny w chwili zadawania jej śmierci jest integralną częścią życia w naturze, a więc zgodne z naturą.
Co nie znaczy, że my musimy postępować i robić z tego biznes, skoro według przyjętej przez nas normy zwierzęta cierpieć nie powinny. dopiero co się przebudził. „Obiektywny” – to słowo występowało nagminnie w marksizmie. Historii bieg nabierał prawdziwej obiektywności, gdy filozofowie się zań wzięli. Płace byly obiektywne, ceny były obiektywne, w dalszej kolejności – obiektywne było „pełne zatrudnienie”. Ale „nawis inflacyjny” często brano w cudzysłów papierowe torby jako ciało obce w języku marksistowskiej ekonomii. A „gospodarka niedoboru”, w nawiązaniu do uszczelek i śrubek, poszukiwanej stali i sznurka do snopowiązałek, była kalumnią rzuconą pod nogi maszurującej kolumnie ZOMO.
Sobie poszalałem; niemniej najlepszym remedium na dzisiejszą upierdliwą subiektywność wynagrodzenia jest poszukanie sobie lepiej płatnej pracy. Ha, nie ma takowej w zasięgu naszej widzialnej ręki i idących za nią poszukiwań? I tu obiektywność naszych kwalifikacji zmierza się z obiektywnością sytuacji na rynku pracy, wręcz z obiektywnością całej gospodarki z jej niewydarzonym zagregowanym popytem, nie stymulowanym przez państwo jak należy, bo obiektywnie ile można zrzucać dolarów z helikoptera?
Lech Kaczyński chciał ścigać za kartofle w papierowej torbie , no to Sasina też ścignięto. 1) „Nie wiem, czy buczenie jest przeciwko rządowi, czy przeciwko czynom i zachowaniom danego człowieka? Ale buczeli nie tylko na premiera Tuska, buczeli na prezydenta Komorowskiego.”
2) „Teraz, zamiast czuć się uprawnionym moralnie współgospodarzem obchodów – nie obiektem czci, ale współgospodarzem – zastanawiam się: czy ja tam jestem na miejscu? Czy to jest miejsce zawłaszczone przez motłoch? Bo tak nazywam tych ludzi.”
3) Zareagowało demonstracyjnym strzeleniem focha środowisko   kombatanckie:
„Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych domaga się natychmiastowych przeprosin „uczestników uroczystości rocznicowych Powstania Warszawskiego za obraźliwe nazwanie ich w dzisiejszym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” motłochem.
Użycie wysoce pogardliwego słowa wobec wszystkich uczestników rocznicowych spotkań pod pomnikiem Gloria Victis na warszawskich Powązkach, wśród których znajduje się wielu weteranów Polskiego Państwa Podziemnego bynajmniej nie buczących i nie gwiżdżących na przedstawicieli obecnych władz (a nawet zażenowanych wyrażaniem w nie licujący z powagą miejsca i czasu sposób politycznych antypatii),

zasady

Nie wie pan duzo o duzych USA i nic o prawie obowiazujacym w USA. Jest roznica pomiedzy prawem federalnym a stanowym. Na przestepstwa Snowden’a jest tylko jedno prawo, federalne. Stanowe (zadne) nie ma nic do rzeczy…Z prawa federalnego skazywani rowniez sa (tzw. RICO) mafijni bandyci…Na szczescie mamy wizy, nie bez powodu, a dla tych ktorym sie udalo (dostac do USA) mamy; miotly, lopaty, … Dla zdolniejszych, pedzle do malowania toalet.”
Hej, gratuluje! W końcu ktoś odcyfrował genealogie n. Szkoda tylko ze niezbyt trafnie on to rozcyfrowal na ament. Pokrzywa po hiszpańsku to nie orteq tylko ortiga. No ale jak zwal tak zwal byleby świadectwo prawdzie dal. Prawie prawdzie.. Ujawnienie zarobków sprzyjałoby przechodzeniu pracowników na działalność gospodarczą. Dzięki escape room czemu kodeks pracy przeszedłby do historii i to byłby pozytywny skutek. Płace równe są tak samo arbitralne jak nierówne. Każde wartościowanie jest subiektywne, czyli jest to widzimisię. Sam fakt, że ktokolwiek kiedykolwiek płaci komukolwiek za cokolwiek jest arbitralny i subiektywny. Nie istnieje obiektywna wysokość wynagrodzeń.
Jeśli zaś o chodzi o „przestępstwa” Snowdena to dyskusja, wywołana przez , nie dotyczyła przestępstwa jako takiego tylko czego innego. est poważna różnica między firmami skarbu państwa i prywatnymi. Tzw. pracodawca – panstwowy jest strategiczny, cokolwiek to znaczy – zaś prywatny jest jednocześnie odpowiedzialny za sukces gospodarczy firmy (tj. zaspokojenie konsumentów, zysk dla inwestorów), więc – zgodnie z zasadą „dziel i rządź” (prof. Łętowska) – należy mu udostępnić escape rooms  i utrzymać pewne narzędzia do tego. Zdecydowanie moje stanowisko jest takie, że ochrona praw pracowniczych jest daleko posunięta w obecnych czasach, jest kilka spraw jeszcze do załatwienia, ale „urawniłowka” płac zwana egalitaryzmem napewno nie jest jedną z nich.
ZAMIENNIKI LEKÓW – podoba mi się salonowa opinia, wręcz brawurowa fraza dra Kucharczyka: „poskromić zyski koncernów”. Podobno Unia zrezygnowała z tej czynności. Powiem tyle: nad ustawa refundacyjną należy się pochylić, w jej noweli określić uprawnienia lekarzy, aptekarzy i pacjentów, a „koncerny farmaceutyczne” są od tego, aby generować zyski, nota bene z pożytkiem dla zdrowia konsumentów leków.
Rzuca pineski pod koła – „tylko lekarz wie jakie lekarstwo powinien brać pacjent”. To baba która doń przyszła (pacjentka) nie może wiedzieć? Nie powinna wiedzieć, czym ją lekarze szpikują i po co? Nie jest w stanie się zorientować? Jakiś tradycyjny fatalizmnad tym fragmentem życia (i śmierci) się unosi. A jeśli lekarz się pomyli? Maszyniści na kolei się mylą nieorientując się gdzie są na trasie, piloci samolotów lądując nie dowidzą, kapitanowie statków pasażerskich … A co lekarze, gorsi? Wg. mojej oceny mylą się nadzwyczaj często, a to w diagnozie, a to w doborze lekarstwa, a to w dawkowaniu! I co? Należy im się przyglądać, pytać, studiować medykamenty i dolegliwości, itp.
. nie spodobało się to, ze rząd Stanów Zjednoczonych zagwarantował, iż nie zastosuje kary śmierci w stosunku do Snowdena jeśli Putin go odeśle z Moskwy do Ameryki. Jak rząd Stanów Zjednoczonych miał stosować, lub nie stosować, najwyższy wymiar kary za „przestępstwo” popełnione przez tego młodego „bandyte” amerykanskiego, tego tematu nie dyskutowano. Nikt na to jakoś chyba po prostu nie wpadł. Widocznie wszyscy, włącznie z tobą, założyli, ze jeśli Imperium Dobra zechce kogoś na szafot posłać za nic, to pewnie ma do tego prawo. Federalne prawo, czy stanowe, kakaja tam raznica. Ma takie prawo i już!